Pozy do sesji biznesowej to temat, który spina ludzi bardziej niż cokolwiek innego przed zdjęciami. Prawie każda osoba, która siada mi przed obiektywem, zaczyna od tego samego: „ja nie umiem pozować”. Często mówi to ktoś, kto prowadzi zespół albo występuje na konferencjach.
Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz umieć. Prowadzenie pozy to zadanie fotografa, nie Twoje — i jeśli ktoś mówi Ci tylko „rozluźnij się” i czeka, to nie robi swojej roboty. Ale warto rozumieć, skąd bierze się sztywność na zdjęciach i co na nią realnie działa. Wtedy sesja idzie szybciej, a Ty nie tracisz pierwszych dwudziestu minut na rozgrzewkę.
Poniżej to, co powtarzam na każdej sesji w Krakowie: co zrobić z rękami, jak ustawić sylwetkę, gdzie patrzeć i czego nie robić.
Nie trzeba, i to nie jest uprzejme kłamstwo. Poza na dobrym zdjęciu biznesowym nie jest czymś, co się „przybiera” — jest wynikiem kilku drobnych korekt, które fotograf podaje na głos w trakcie: przesuń ciężar na jedną nogę, opuść barki, przekręć lekko tułów. Każda z nich z osobna jest banalna, razem dają sylwetkę, która wygląda naturalnie.
Sztywność bierze się z czegoś bardzo konkretnego: człowiek stoi, nie ma zadania i zaczyna obserwować samego siebie. Dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem jest działanie, a nie poza. Przejście kilku kroków, poprawienie mankietu, odwrócenie się do okna — zdjęcie robi się w połowie tego ruchu, nie na jego końcu.
To, co możesz zrobić przed sesją, to nie ćwiczenie min przed lustrem, tylko dwie rzeczy praktyczne: dobrze się wyspać i przyjść w ubraniu, w którym nie musisz kontrolować, czy się nie zsuwa.
Daj im zadanie — to jedyna rada, która działa za każdym razem. Ręce wiszące bezwładnie wzdłuż ciała wyglądają na zdjęciu tak, jak się czują: bezradnie. Możliwości jest kilka i większość z nich to rzeczy, które i tak robisz codziennie.
Jedna zasada techniczna: dłonie powinny być ustawione bokiem do obiektywu, nie wierzchem na wprost. Wierzch dłoni skierowany prosto w aparat wygląda na zdjęciu znacznie większy, niż jest w rzeczywistości.
Nigdy frontalnie. Ustawienie całym ciałem prosto w obiektyw rozszerza sylwetkę i odbiera jej każdą głębię — to najczęstszy błąd na zdjęciach robionych naprzeciwko ściany.
Schemat, który działa prawie zawsze:
Większości z tego nie musisz pamiętać — po to jest osoba za aparatem. Warto natomiast wiedzieć, że pozycje, które najlepiej wyglądają na zdjęciu, często czują się nienaturalnie od środka. To normalne i nie znaczy, że coś idzie źle.
Na zdjęciu głównym — prosto w obiektyw. Kontakt wzrokowy jest tym, co buduje zaufanie, a zdjęcie profilowe ma jedno zadanie: przekonać kogoś, kto Cię nie zna. Spojrzenie w bok czyta się jako unikanie, nawet jeśli kadr jest ładniejszy.
Kadry ze spojrzeniem w bok też warto mieć, ale w innej roli — jako materiał uzupełniający: na nagłówek strony, do posta, na tło z miejscem na tekst. Zwykle robimy ich kilka pod koniec sesji.
Drobiazg, który ma duże znaczenie: nie patrz w obiektyw przez cały czas. Miej oczy spuszczone, a podnieś je dopiero na sygnał. Spojrzenie świeżo podniesione wygląda żywo, a to samo spojrzenie utrzymywane dziesięć sekund robi się szklane — i widać to natychmiast.
Taki, który zaczyna się w oczach, a nie w ustach. Różnica jest widoczna dla każdego, nawet jeśli nikt nie potrafi jej nazwać: przy prawdziwym uśmiechu mrużą się kąciki oczu i pojawiają się drobne zmarszczki. Sam rozłożony uśmiech ust bez tego wygląda jak grymas i właśnie on psuje większość zdjęć do dokumentów.
Dlatego nie proszę nikogo o uśmiech na hasło. Zamiast tego rozmawiam, a zdjęcia robię w środku reakcji — nie po niej. Najlepsze kadry powstają zwykle w momencie, w którym rozmowa schodzi na coś, co Cię naprawdę interesuje.
Czy trzeba się uśmiechać? To zależy od branży. W usługach opartych na kontakcie — beauty, coaching, terapia, sprzedaż — cieplejszy wyraz twarzy działa lepiej. W prawie, finansach czy technice spokojna, neutralna twarz często pasuje bardziej. Na sesji robimy zwykle oba warianty, bo różne kanały potrzebują różnych.
Najprostsze z możliwych — i to jest cała tajemnica. Zdjęcie na LinkedIn wyświetla się jako małe kółko, często szerokości kilkudziesięciu pikseli. Wszystko, co jest poniżej ramion, i tak zniknie, więc efektowna poza całej sylwetki nie ma tam żadnego znaczenia.
Co działa: kadr od klatki piersiowej w górę, twarz zajmująca sporo miejsca, tułów lekko obrócony, spojrzenie w obiektyw, tło jednolite albo mocno rozmyte. Jedno źródło światła z boku, żeby twarz miała kształt.
Czego unikać: kadru w całej postaci, grupowych zdjęć przyciętych do jednej osoby, zdjęć z wesela z odciętym ramieniem obok i wszystkiego, co ma w tle rozpoznawalny bar. Brzmi oczywiście, a mimo to połowa profili wygląda dokładnie tak.
Jeśli potrzebujesz zdjęcia, które posłuży i na LinkedIn, i na stronę, i w ofercie, powiedz o tym przed sesją — kadrujemy wtedy z zapasem, żeby to samo ujęcie dało się przyciąć na kilka formatów.
Mniej, niż się powszechnie uważa — zasady światła i sylwetki są te same. Realne różnice sprowadzają się do kilku szczegółów, i te faktycznie warto znać.
W sesji biznesowej kobiecej częściej pracujemy nad linią szyi i ramion — delikatny skręt i odsunięcie ręki od tułowia robią tu więcej niż cokolwiek innego. Częściej też pojawiają się kadry siedzące, bo dobrze wyglądają przy typowych stylizacjach.
W męskiej sesji biznesowej częściej stawiamy na szerokość barku i stabilną postawę — stąd częste dłonie w kieszeniach i lekkie oparcie o ścianę. Osobny temat to marynarka: zapinana na stojąco, rozpinana przy siadaniu, inaczej ciągnie na brzuchu.
Wszystko poza tym — barki w dół, broda do przodu, ciężar na jednej nodze, spojrzenie podnoszone na sygnał — działa identycznie niezależnie od tego, kto stoi przed aparatem.
Tych, które w ogóle nie występują w życiu. Poza, której nigdy nie przyjęłabyś w pracy, na zdjęciu czyta się jako przebranie — i to działa przeciwko Tobie dokładnie tak samo, jak złe światło.
Wspólny mianownik jest prosty: unikamy wszystkiego, co wygląda na ćwiczone. Zdjęcie biznesowe ma pokazać osobę, którą klient rozpozna, kiedy wejdzie do gabinetu albo dołączy do rozmowy wideo.
Wystarczy przyjść — pozy prowadzi fotograf, zdanie po zdaniu. Większość osób rozluźnia się po kilku pierwszych minutach, zwłaszcza jeśli zaczynamy od ruchu, a nie od stania w miejscu. Nie musisz niczego ćwiczyć wcześniej.
Daj im zadanie: dłoń w kieszeni, luźno skrzyżowane ramiona, palec przy brodzie albo jakiś przedmiot. Ważne, żeby dłonie były ustawione bokiem do obiektywu, a nie wierzchem na wprost — wtedy wyglądają naturalnie.
Nie zawsze. W usługach opartych na bezpośrednim kontakcie cieplejszy wyraz twarzy działa lepiej, w branżach formalnych spokojna twarz bywa trafniejsza. Na sesji robimy zwykle oba warianty i wybierasz później.
Żadnych. Przygotowanie póz przed lustrem częściej szkodzi, niż pomaga, bo wyuczona poza wygląda na wyuczoną. Zamiast tego przyślij wcześniej dwa albo trzy zdjęcia, które Ci się podobają — to szybciej pokazuje, o jaki efekt Ci chodzi.
Nie przeszkadzają, ale trzeba o nich wiedzieć wcześniej. Okulary wymagają ustawienia światła pod kątem, który nie daje odbicia w szkłach, a błyszcząca biżuteria potrafi łapać refleksy. Zegarek na dłoni bliższej aparatu wygląda lepiej niż na dalszej.
Jeśli miałabyś zapamiętać jedną rzecz z tego tekstu, niech to będzie ta: dobre pozy do sesji biznesowej nie są czymś, co się wie — są czymś, co się dzieje, kiedy masz co robić i ktoś mówi Ci, co poprawić.
Reszta to szczegóły, które możesz spokojnie zostawić fotografowi: kąt tułowia, wysokość aparatu, moment naciśnięcia spustu. Twoim jedynym zadaniem jest przyjść wyspaną i w ubraniu, w którym czujesz się sobą.
Nazywam się Polina Rytova i jestem fotografką w Krakowie. Robię zdjęcia biznesowe i wizerunkowe, i na każdej sesji prowadzę pozę od początku do końca — nie musisz nic umieć przed przyjściem. Sesje realizuję w studiu w Krakowie oraz na miejscu u klienta, w biurze, gabinecie lub salonie. Ofertę i przykłady zdjęć znajdziesz na stronie sesja biznesowa w Krakowie. Możesz też zadzwonić: +48 537 503 888.